Jaki horror polecacie

0
261

Filmowi malkontenci lubią od czasu do czasu rzucić frazesem, że współczesne kino grozy nie reprezentuje sobą absolutnie nic i można je określić co najwyżej mianem prymitywnego. Są to oczywiście nad wyraz krzywdzące określenia, ale nie sposób uniknąć wrażenia, że trochę zasłużone – kino grozy wcale nie tak dawno temu wpadło w prawdziwy amok, którego efektem była taśmowa wręcz produkcja filmów prostackich i nastawionych na wywoływanie strachu u widza najtańszym możliwym kosztem.

Trzydziesta część Paranormal Activity, dwunasta Piły, Rekinado… Wszystkie te tytuły konsekwentnie pracowały na to, by horror jako gatunek był traktowany w sposób lekceważący i pobłażliwy. Nie oznacza to jednak, że ambitne i ciekawe horrory nie powstają – wręcz przeciwnie, znajdują się one jednak w cieniu nie tylko wspomnianych tytułów, ale i klasyków takich jak „Noc żywych trupów” George’a Romero. Większości z nich naprawdę warto dać szansę, więc odpowiedzmy sobie na pytanie „jaki horror polecacie” i zawęźmy odpowiedzi wyłącznie do filmów wyprodukowanych po roku dwutysięcznym.

Proza Stephena Kinga jest nad wyraz trudna do zekranizowania i przyzna to każdy rozsądny reżyser filmowy. Są jednak dwie postacie w historii kinematografii, które z takim zadaniem jak najbardziej były w stanie sobie poradzić. Pierwszą z nich jest oczywiście Stanley Kubrick i jego „Lśnienie”, drugą Frank Darabont. Tak, przede wszystkim zekranizował on niemające w sobie ani grama grozy „Skazani na Shawshank” i „Zieloną milę”, ale czarną owcą w jego filmografii jest film pod tytułem „Mgła”.

To pełnoprawny i potrafiący przerazić horror, czerpiący w dodatku garściami ze stylistyki typowej dla Lovecrafta, niepodważalnego mistrza gatunku, który doskonale rozumiał, że widz boi się przede wszystkim tego, czego nie rozumie, a nie tego, co ma przed oczami. Skutkiem ubocznym seansu bezwzględnie będzie niestety fakt, że poranna mgła zawsze będzie wiązać się z lekkim ukłuciem niepokoju.

Filmy o zombie przebyły w popkulturze bardzo daleką drogę, zapoczątkowaną przez wspomnianego już George’a Romero w latach 70. Prawdziwa eksploatacja koncepcji takich potworów rozpoczęła się jednak w XXI wieku – na zombie rzucili się nie tylko reżyserowie nieszczególnie ambitnych filmów, ale i producenci gier komputerowych i seriali. Pośród całej masy nieszczególnie ambitnych tytułów na powierzchnię wynurza się zawsze jedna perełka sprzed niespełna dekady – „28 dni później”.

cmentarz

Film przedstawia prawdziwie postapokaliptyczny obraz rzeczywistości, w której zombie zwyciężyły, a ludzie musieli ulec degradacji emocjonalnej i moralnej, by przeżyć. Poruszająca produkcja, która nie tylko straszy, ale pozwala też zastanowić się nieco nad naturą człowieka, która jest przecież bardzo nieoczywista. Oczywiście trzeba też dodać, że ten film to również ikoniczna muzyka w ramach motywu przewodniego, śmiało dorównująca tej z pierwszej „Piły”.

W ramach zombie horroru można też tutaj w zasadzie dorzucić „World War Z” – kiepskie z tego kino grozy, bo film z Bradem Pittem w obsadzie miał przede wszystkim zarabiać ogromne pieniądze na całym świecie, a nie straszyć, ale zachwyca w nim koncepcja zombie, które w filmie są dzikimi, pierwotnymi i niezwykle zwinnymi bestiami, powodującymi autentyczny niepokój, ilekroć pojawią się na ekranie.

„Piła”. Nawet jeśli ta marka została rozmieniona na drobne poprzez taśmową produkcję kolejnych części, nie sposób nie przyznać, że pierwsza część jest produkcją absolutnie wręcz kultową, nie zestarzała się i nadal zachwyca koncepcją niezwykłej gry, na jaką antagonista skazuje głównych bohaterów. Film poraża swoim okrucieństwem, ale nie jest w tym prymitywny – szokuje, ale nie robi tego w sposób tani i oczywisty. Dlatego film Jamesa Wana można jak najbardziej określić mianem ambitnego.

dom na wzgórzu

Sama koncepcja filmu o strasznym klaunie wydaje się w najlepszym wypadku godna politowania. Wielu widzów zapewne zareagowałoby w ten sposób – cóż, nie widzieli oni „To”. To horror zaledwie sprzed roku – zrealizowany zaskakująco sprawnie, mimo że przeznaczony dla szerokiej publiczności. Straszy w naprawdę efektywny sposób, ale po mistrzowsku rozładowuje napięcie, dzięki czemu seans nie jest zbyt traumatycznym przeżyciem.

„Krąg”, „Coś za mną chodzi”, „Obecność”, „Czarownica”… Tytuły tak naprawdę można wymieniać i wymieniać. Prawda jest taka, że horror, jak każdy inny gatunek, ma się dobrze. W ramach każdego gatunku powstają produkcje mniej i bardziej ambitne i kino grozy nie wyłamuje się z tego schematu. Co roku pojawia się co najmniej jeden, naprawdę godny podziwu film i nadal jest to bilans co najmniej korzystny.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here